Błysk w oku. bez niego nie ma dobrego portretu.
Dziewczyny, perfekcja jest po prostu nudna! Dobry portret powienien pokazać Twój błysk w oku!
Scrollujesz social media i po trzech minutach masz wrażenie, że oglądasz ten sam profil, tylko z inną głową.
Wygładzona skóra, uśmiech wystudiowany przed lustrem (czyli zero naturalności), pierś do przodu, brzuch wciągnięty tak, że brakuje tlenu, a wzrok wzniesiony nostalgicznie w stronę najbliższego kaloryfera. Niby wszystko się „zgadza” – światło, makijaż, kompozycja. Tylko dlaczego ten portret jest tak cholernie nudny?
Być może dlatego, że brak w tym Prawdziwej Kobiety. Z poczuciem humoru, historią i temperamentem. Czyli niepowtarzalnym błyskiem w oku.

W moments by joanna mam jedną zasadę: Błysk w oku. Reszta to tło
Zdejmij gorset „powinnam” (i wreszcie wypuść powietrze!)
Bo kiedy wchodzisz do mojego studia, pierwszą rzeczą, którą robimy, jest zrzucenie tego niewidzialnego gorsetu oczekiwań. Zapomnij o tym, co „wypada”, co podpatrzyłaś u influencerek i co wmawia Ci wewnętrzny krytyk, kiedy spoglądasz w lustro po długim tygodniu.
Nie musisz umieć pozować.
Ani wiedzieć, pod jakim kątem ułożyć podbródek, żeby nie było widać drugiego.
Nie zastanawiaj się „co zrobić z rękoma” albo czy włosy wyglądają ok.
To ja jestem od pilnowania perspektywy, światła i tego, żeby Twoja sylwetka wyglądała lekko i apetycznie. I uwierz mi, znam na to swoje sposoby.
Twoje jedyne zadanie? Po prostu ze mną bądź.
Prawdziwy, magnetyczny portret nie powstaje wtedy, gdy zamierasz w bezruchu i modlisz się, żeby aparat nie zauważył Twojego zmęczenia.
Wręcz przeciwnie – powstaje wtedy, gdy na chwilę odpuszczasz.
Gdy po trzecim żarciku przestajesz kontrolować każdy mięsień twarzy, wypuszczasz powietrze z płuc i w Twoich oczach pojawia się TA iskra. Błysk w oku, przy którym reszta to tło.
Błysk rozbawienia, absolutnej pewności siebie, czystej przekory albo po prostu spokoju kobiety, która już niczego nie musi nikomu udowadniać.
„Gdy byłam młodsza myślałam, że piękno to gładka skóra.
Dziś wiem, że piękno to siła przetrwania, miłość do samej siebie i spokój w głowie”
Peneople Cruz

Jak oswajamy studio? Kawą, śmiechem i chwilą oddechu.
Wiem, jak to wygląda na początku. Znam te teksty, bo słyszę je od progu:
- „Joanna, ale ja jestem wybitnie niefotogeniczna.”
- „Tylko błagam, zrób coś z moim lewym profilem.”
- „Muszę cały czas pilnować brzucha!”
I wiesz co? Wszystkie te obawy są w całości do wyrzucenia do kosza.
Moje studio to nie jest zimny wybieg dla modelek. Zanim w ogóle włączę lampy, siadamy, pijemy dobrą kawę i po prostu rozmawiamy. Zrzucamy napięcie. Kiedy wchodzimy w kadry, nie ma u mnie sztywnych komend ani udawania kogoś, kim nie jesteś. Jeśli masz ochotę roześmiać się w głos, założyć marynarkę na gołe ciało, wskoczyć w cekiny albo usiąść ze szklanką wody i po prostu milczeć – robimy to.
Nie tworzymy zdjęć do sztywnych katalogów. Tworzymy portrety, na które spojrzysz za rok, pięć czy dziesięć lat i powiesz z powagą oraz nutą zachwytu: „Rany, ale ze mnie fajna babka”.

Zapomnij o cudzych standardach! Postaw na siebie.
Jesteś dla siebie najsurowszym krytykiem. Zauważasz każdy detal, na który nikt inny nawet nie zwróci uwagi. A gdyby tak na jeden dzień wyłączyć ten cichy, marudny głos w głowie i zobaczyć siebie z boku – z czułością, śmiałością i właściwym zachwytem?
Nie obiecuję Ci przerysowanego retuszu, po którym nawet dziecko nie pozna Cię w drzwiach. Obiecuję Ci kadry pełne energii, elegancji i swobody. Bez ściemy. Z Twoim własnym, niepodrabialnym błyskiem w oku.
Masz dość przekładania siebie na „kiedyś”?
Napisz do mnie i wpadnij do studia na kawę – pogadamy, pośmiejemy się i stworzymy portrety, od których trudno będzie oderwać wzrok.
Chcesz wiedzieć na bieżąco co dzieje sie w studio?
Obserwuj profil moments by joanna na instagramie: